Wszystkie posty otagowane: travel

oWady o Indiach słów kilka

Sierpniówka. Kolejna okazja do wykorzystania na urlop. Padł pomysł na Bawarię pod namiotem. Rok wcześniej byliśmy w Szwecji pod namiotem, więc chcieliśmy powtórzyć scenariusz, ale w nieco bardziej górskich warunkach. Pech, albo niektórzy stwierdzą, że szczęście, chciał, że tydzień przed wyjazdem okazało się, że jedno z nas, w tym czasie,  musi biznesowo pojechać do Indii. Generalnie wyjazd na 2 dni, kilka spraw w okolicach Agry i wracam. Pomyślałam sobie: „ale jak to? Przecież miał być rodzinny urlop? W tym roku ciężko nam było pojechać gdzieś wszyscy razem. Wszystko zaplanowane, a tu znów praca nam wchodzi w drogę.” Z drugiej strony przecież Agra to Taj Mahal, można zaliczyć kolejny cud świata, no i w Indiach jeszcze nie byliśmy. Zaczęło się kombinowanie, sprawdzanie biletów, hoteli, załatwianie wizy i okazało się, że można w kilka dni załatwić wyjazd 3 osobowej rodziny na tydzień do Indii.

jak walczyć z JET LAGIEM?

Tak naprawdę ten post powinien się nazywać: jak odpowiednio zaplanować transport na wyjeździe, żeby dalekie podróże nie były zmarnowane, pomimo, że lecimy gdzieś tylko na tydzień. I choć jet lag odgrywa dużą rolę w tej całej układance, to są też inne czynniki, które mogą nam utrudnić życie w tej sytuacji.

Panama: Portobelo

Ta karaibska mieścina jest tak wyluzowana i leniwa, że ​​nie można się nadziwić, że był to kiedyś największy hiszpański port w Ameryce Środkowej. Muły kiedyś nosiły peruwiański złoto i orientalne skarby do Panama City przez twierdze Portobelo. Chociaż korsarze angielscy zniszczyli je kilka razy w swojej historii, wiele z tych fortec kolonialnych wciąż stoi. Dziś mieszkańcy Portobelo żyją z rybołówstwa, uprawy roślin lub hodowli zwierząt.

San Blas, raj prawie nieznany

Wyobraźcie sobie turkusowy tropikalny archipelag z wyspą na każdy dzień w roku. Z białym piaskiem i falującymi palmami, te karaibskie wyspy oszukują nikłą wersję raju. Teren ten jest domem dla Kuny, pierwszej autonomicznej grupy w Ameryce łacińskiej. Chociaż mają kontakt z Europejczykami, odkąd Kolumb przepłynął ich wody w 1502, tożsamość klanu jest najważniejsza, a wielu czyni nieustające wysiłki na rzecz zachowania tradycyjnego sposobu życia. W 2009 roku droga do przystani w Cartí została wybudowana, dzięki czemu region stał się bardziej dostępny niż kiedykolwiek wcześniej i otworzył się na turystów.

Szwedem do Szwecji: (nie) porady

Wiecie, już że każdy przedłużony wolny weekend staramy się wykorzystać podróżniczo jak tylko się da. Tak samo było z ostatnią sierpniówką. Większość znajomych dookoła jest w ferworze urlopowym i wybierają kierunki południowo-europejskie, takie jak: Chorwacja, Hiszpania, Włochy czy Grecja. Ja, w trakcie trwania Polskiego lata, najchętniej uciekałabym jak najdalej na północ. Od zgiełku i tłumów, tam gdzie wiosną czy jesienią bywa za zimno by przebywać długo na powietrzu, a latem jest cudownie i miło. Kierunek idealny: Islandia. Niestety ceny biletów lotniczych na długi weekend sierpniowy sięgały kosmosu, a i 4 dni to nieco za mało na zobaczenie wszystkiego co byśmy chcieli. Wiele osób polecało nam szwedzką Olandię. Byliśmy już w Szwecji i bardzo nam się podobało. Powiedziałam: „Wadyń, zapakujemy twojego Saaba sprzętem biwakowym i pojedziemy do Szwecji pod namiot”. Przecież jak już ma szwedzkie auto, to pojedźmy nim w jego rodzinne strony. Odparł tylko: „Jak chcesz”. W głowie pewnie miał: „Namiot? Szwecja? Samochodem? Zwariowała…”

Jak spakować się w długą podróż z dzieckiem?

Pakowanie to chyba jedna z najmniej przyjemnych rzeczy związanych z podróżą. Nawet ja, choć mam na to system i gotową listę na każdy wyjazd, nie znoszę tego momentu kiedy trzeba wszystko co potrzebne spakować do dopuszczalnych przez linie lotnicze bagaży. To jednak sprawa ważna, jak nie kluczowa, od dobrego spakowania zależy forma i jakość podróżowania. Jeśli zabiorę jeden duży bagaż na osobę, zamiast 4 mniejszych, będę miała wolne ręce i pewność, że o niczym nie zapomniałam, bo łatwiej upilnować jeden niż kilka. Lata podróżowania dały mi sporo doświadczenia w tym temacie. Mój rekord to zapakowanie wszystkiego dla jednej osoby na miesięczny wyjazd do Azji w 50 litrowy plecak, który ostatecznie ważył 6,7 kg. Od lat mam gotową listę, z której korzystam za każdym razem. Pojawienie się Zazu na świecie wzbogaciło ją o kilka drobiazgów i powstała bardzo efektywna lista pakowania. Dlatego postanowiłam się z Wami nią podzielić.

Wielki Kanion

Wielki Kanion Kolorado, to miejsce niesamowite, nie z tej Ziemi, to miejsce z kosmosu. Nie da się go opisać słowami, a na pewno nie da się go ogarnąć wzroki jest tak duży. Dlatego w tym wpisie też mało słów, a dużo zdjęć.

Dolina Śmierci

Sama nazwa przywołuje wszystko, co jest trudne, szorstkie i zabijające – miejsce bez życia, gorętsze niż piekło. Cóż, niezupełnie. Bliższa inspekcja ujawnia Death Valley jako ponadczasową mieszankę kanionów, wydm piaskowych, oaz i rzeźbionych gór. Najbardziej suche miejsce Ameryki i jedno z najgorętszych miejsc na Ziemi, obszar bezodpływowej depresji na pustyni Mojave w południowej części stanu Kalifornia, stanowiąc największą depresję w Ameryce Północnej i największy park narodowy poza Alaską.

Sekwoje, takie duże włochate drzewa

Nasze odwiedziny w tym parku to jeden z tego rodzajów pomysłów, że myślę sobie jesteśmy w Yosemite, a tu gdzieś niedaleko powinien być las pełen Sekwoi. Takich wielkich włochatych drzew, robiących świetne wrażenie na zdjęciach. Problem w tym, że zdjęcia które widziałam wcześniej w internecie są zazwyczaj robione w lesie Redwood, co oczywiście uświadamiam sobie jak dojeżdżamy do parku Sekwoi. Nieoznaczana to, jednak że Sequoia Park nie jest wart zobaczenia, przecież to tu jest największy przedstawiciel tego gatunku  – „General Sherman”, a te nieco mniejsze z nim sąsiadujące pokazuję, jak to drzewo jest przyjazne (o ile tak można powiedzieć o drzewie). Ich kora jest tak miękka i delikatna, że ma się ochotę je głaskać i przytulać. I nawet zalegając jeszcze śnieg nie jest nam straszny.

Yosemite, park którego nie można zadeptać

Jadąc na północ Kalifornii Wadyń chciał koniecznie zobaczyć San Francisco, a ja po obejrzeniu świetnego dokumentu na Netfliksie o „Buntownikach na Krawędzi”, koniecznie musiałam przyjechać do Yosemite. Długo zabierałam się do opisania tego miejsca. Ten Park jest jak z pocztówki i rzeczywistość naprawdę nie oszukuje. Znany jest ze swoich wodospadów, które w okresie wiosennym nabierają na sile i w czasie topnienia zimowego śniegu potrafią pojawić się nawet w najmniej oczekiwanym miejscu.

San Francisco

To miasto niezwykłe. Niezwykle inne od Los Angeles. To jedno z tych miast, gdzie pomimo wielu atrakcji, chce się po prostu chodzić i chłonąć. Pełne małych uliczek z pięknymi kamienicami, niezliczonej liczby dziwacznych zakamarków, których nie da się zobaczyć nawet w tydzień, i przewyższeń i pochyleń ulic, dzięki którym w prawie każdym miejscu miasta jest znakomity widok.

Kalifornijską Jedynką do Big Sur

Miało być pięknie. Wyjeżdżamy z Los Angeles popołudniu, nocujemy na kempingu w Pismo Beach i dalej już najładniejszą drogą w całych Stanach Zjednoczonych wzdłuż Oceanu Spokojnego do San Francisco. Oczywiście jak zawsze z moimi planami bywa, pogoda komplikuje sprawy.

Ubezpieczenie, ważna sprawa

Ubezpieczenie, to sprawa ważna lecz dość często lekceważona. W wielu przypadkach wydaje się to zbędnym wydatkiem, bo przecież nigdy nic nam się nie działo to co się może teraz wydarzyć, a jednak Ja zawszę wykupuję ubezpieczenie przed wyjazdem i warto o tym pamiętać zwłaszcza przy podróżowaniu z dziećmi. Zdecydowanie lepiej zainwestować w dobre ubezpieczenie przez wyjazdem, niż ponosić, bardzo często, wysokie koszty leczenia za granicą.

Jak zoorganizować wyjazd?

Marzy Wam się daleka podróż, na własną rękę, do miejsc o których zawsze marzyliście, ale organizacja, koszty i strach przed nieznanym przerażają i podcinają Wam skrzydła? Na początek wystarczy planowanie podróży rozłożyć na etapy i dać sobie chwilę na organizację. A po kilku wyjazdach wejdzie Wam to w krew, że czasami dacie radę ogarnąć się ze wszystkim nawet w 2 dni.

Lista podróżniczych celów

Mija rok odkąd uruchomiłam bloga. Bardzo dziękuję, że z każdym kolejnym dniem jest Was coraz więcej i dostaje od Was tyle pozytywnych wiadomości. Każda historia o tym, że udało mi się Was przekonać do ruszenia z dziećmi w Świat, nawet ten bliski, raduje moje serce. Rocznica to taki czas podsumowań, ale i planowania. Sprawdzania co się udało, co zrobiło największe wrażenie, ale również to co nie wyszło. Czy mijający rok był dobry? Co zrobić żeby następny był jeszcze lepszy? Wnioski z takiego rozmyślania prowadzą w końcu do odhaczania odwiedzonych już miejsc z listy podróżniczej. Takiej listy miejsc wymarzonych, tych mniej i bardziej dostępnych, tych wszystkich miejsc na świecie bez których nie umrę dopóki ich nie odwiedzę. Co jest na naszej liście?

Kenia: Diani Beach

Diani Beach to zdecydowanie jedna z lepszych plaż na jakich udało nam się być, a na pewno najpiękniejsza w Kenii. Dzięki bezbłędnej piaszczystej, wyolbrzymionej przez bujny las i muskanej stoworzonymi do surfowania falami, plaży, nie dziwi fakt, że jest tak popularna. Ten kurort zachwyca przeróżnych ludzi: imprezowiczów, rodziny z dziećmi, nowożeńców, turystów i miłośników sportów wodnych. Ale jeśli myślicie, że to typowy kurort, to możecie się mocno pomylić. Nie ma tu długiego deptaku wzdłuż plaży, straganów z pamiątkami, na co drugim kroku, niezliczonej ilości knajp serwujących napoje procentowe. Za to jest niemal pusta, biało piaszczysta plaża, turkusowe wody oceanu, które niemal codziennie zmieniają swoje oblicze i są pełne ciekawego morskiego życia, idealne do zabawy fale i stały wiatr, dzięki któremu są idealne warunki do uprawiania sportów takich jak kite czy wind surfing. Czego chcieć więcej =)

Kenia: nurkowanie i delfiny

Okazuje się, że Kenia to nie tylko safari, dzikie zwierzęta i rozległe sawanny. To też piękne wybrzeże, z szerokimi i białymi plażami. Kontrastujący do nich błękit oceanu indyjskiego z żyjącą fauną i florą.

Kenia = SAFARI

Kenia jest bez wątpienia wspaniałym krajem. Wizytówką całej Afryki. Ma świetne plaże i piękny ocean. Nadaje się na idealny wypoczynek z rodziną w równikowym słońcu. Jednak będąc w Kenii, nie można nie pojechać na safari. Kenijskie tereny sawanny wraz z sąsiadującą Tanzanią są najlepszym miejscem do zobaczenia afrykańskich zwierząt w ich naturalnym środowisku. Szkoda czasu na pisanie o tym, to trzeba zobaczyć.

to co najbardziej znane w Angkorze

O Angkor Wat, Świątyni Bayon i Ta Prohm z każdej strony można wyczytać  i dowiedzieć się prawie wszystkiego. Ja dziś (wyjątkowo) nie będę się rozpisywać. Przy tym wpisie niech wystarczą same zdjęcia. Po 6 godzina błąkania się po świątyniach nasz aparat odmówił posłuszeństwa w tej najważniejszej, więc zdjęcia z Angkor Wat tylko w wersji z gopro =)

Angkor to nie tylko Angkor Wat, czyli jak realizować marzenia z dzieckiem

Angkor od zawsze był na czele mojej listy marzeń, tzw. „bucket list”, czyli miejsc do zobaczenia, rzeczy do zrobienia i spróbowania. Od zawsze uwielbiałam też wszelkie historie Indiany Jones’a i od małego chciałam przeżywać podobne przygody i odkrywać na własną rękę ukryte świątynie, państwa i światy. Wiadomo, że nie żyjemy już na przełomie XIX i XX wieku, kiedy wiele zakamarków Świata czekało, żeby je odkryć. To właśnie wtedy francuski przyrodnik Henri Mauhot odkrył przed Europą ruiny państwa Angkoru i choć w okresie panowania Czerwonych Khmerów wiele świątyń zostało ograbionych, zaniedbanych i zniszczonych, nadal zdumiewają i przytłaczają wielkością i niezwykłą aurą.

Siem Reap, czyli jak nie dać się zwariować

Siem Reap nieodłącznie związane jest ze świątyniami Angkoru, bo to dzięki świetności całego kompleksu pozostałości po państwie Khmerów i przede wszystkim samemu Angkor Wat, to miasto się rozwinęło. Wszystkie przewodniki i blogi rozpisują się o piękności i konieczność zobaczenia wschodu słońca nad Angkor Wat. Problem jak to zrobić, przecież wstać o 4 rano (jak ja jestem wielkim śpiochem), w ciemności pędzić tuk tukiem do kasy po bilety (które od tego roku nie są sprzedawana w tym samym miejscu co brama do kompleksu), później szybciutko ustawić się w najlepszej miejscówce do zdjęcia, a na koniec w piekącym słońcu z całym tłumem ludzi zwiedzać zakamarki świątyni, i to wszystko z małym dzieckiem w boku. My postawiliśmy na nieco inne rozwiązanie, co okazało się planem doskonałym i zobaczyliśmy Angkor Wat 2 razy.

Bangkok: miłość od drugiego odwiedzenia

Bangkok za pierwszym razem odpycha, jest brzydki i odstrasza. Miasto jak jeden wielki stragan, gdzie każda uliczka jest oddzielnym działem handlowym. Wilgotność powietrza sięga nawet 90%, a temperatura potrafi dać w kość nawet o 6 rano. Początkowo przytłaczające i męczące, po czasie powraca się myślami z uśmiechem na twarzy i chęcią powrotu. Dzielnica hinduska, Chinatown, Khao San skupiająca turystów, liczne kanały i przede wszystkim targi. W Bangkoku jest jednak coś ciekawego, coś takiego, że  po powrocie znów myśli się o tym żeby tam wrócić. Ten zlepek kulturowy i ten cały bałagan na ulicach, które na początku mi przeszkadzały, teraz są czymś za czym tęsknię i chciałabym to pokazać moim znajomym.

pierwsze kroki do egzotycznej podróży

Stało się, przyszedł Wrzesień, a z nim koniec wakacji i rok szkolny, oczekiwane jesienne ochłodzenie i ten czas kiedy wszyscy dookoła są już po urlopach, a my dopiero przed nim. Jesień to dopiero początek urlopowego czasu dla tych którzy kochają egzotyczne wakacje, to końcówka pory deszczowej w strefie monsunowej, ale też jeszcze nie szczyt sezonu, z tłumami turystów i wysokimi cenami, który następuje dopiero w Grudniu. Tak moi drodzy my wielkimi krokami zbliżamy się do tegorocznej egzotycznej przygody, a wraz z tym oczekiwaniem chciałabym Wam krok po kroku pokazać jak się przygotować na coś takiego, jak w ogóle wybrać kierunek, upolować korzystne bilety i załatwić wszystkie formalności, jak się spakować na 2-3 tygodnie z plecakiem, ale przede wszystkim trzeba postawić pierwszy krok… czyli od czego zacząć?

25 godzin w … HOTELU

Jest taki hotel… NIE. Jest taka SIEĆ hoteli. Nie byle jaka. Unikalna. Niezbyt duża, bo tak naprawdę ma 3 hotele w Hamburgu, 2 we Frankfurcie i po jednym w Berlinie, Wiedniu i Zurychu. Żaden z hoteli nie jest taki jak inny. Żaden nie jest taki sam jak koledzy z sieci. Wszystkie są niezwykłe, ale łączy je przynajmniej jedna cecha wspólna – niesamowity design, nawiązujący do otoczenia w którym się znajdują. Jak wyobrażacie sobie Hotel idealny? Bo ten z pewnością nie jest  5 gwiazdkowym resortem ze spa i basenem, darmowymi drinkami z palemką, nie leży na piaszczystej plaży gdzie słychać tylko morskie fale, nie jest luksusowa enklawą pośrodku miejskiej dżungli … a jednak to MÓJ ULUBIONY HOTEL EVER.

Kazimierz czy Narnia?

Długi sierpniowy weekend mieliśmy rozplanowany nieco inaczej niż zazwyczaj. Na sobotę dostaliśmy zaproszenie na ślub naszych znajomych w Lublinie. Nie można było odmówić. No, ale impreza jest w sobotę, a co zrobimy w Niedzielę i w Poniedziałek. Trzeba było znaleźć jakieś fajne miejsce nie daleko, które nie będzie wymagało zbyt wiele planowania i wysiłku. Obdzwoniłam wszystkie fajniejsze agroturystyki i siedliska na Lubelszczyźnie. Nic, wszędzie pełno. Wpadł mi do głowy Kazimierz Dolny, który od czasów szkolnych kojarzył mi się tylko z wąwozami porośniętymi dookoła drzewami. Infrastruktura hotelowa jest bardzo duża, bo to popularne miejsce, więc o jakikolwiek nocleg nie było problemu, choć nie trafiliśmy gdziekolwiek. Trafiliśmy na Hotel Król Kazimierz, który okazał się idealnym miejscem do leniwej niedzieli w basenie, który świetnie nas przygotował na wieczorne i poniedziałkowe spacery po mieście i okolicznych wąwozach, gdzie poczuliśmy się jak w prywatnej Narnii.

Jak znajdujemy czas na to wszystko?

Gdy wpadł mi pomysł na bloga to pojawiła się myśl o tym, żeby wszystko to czego doświadczamy było zebrane, właśnie tu, w jednym miejscu, dostępne zaraz pod ręką. Żeby to nie były jakieś zdjęcia przechowywane na pendrivach i notatniki, z informacjami o różnych fajnych miejscach, porozrzucane gdzieś po kątach. Z czasem jak zaczęłam go tworzyć od podstaw, narodziła się myśl o misji przekonania tych niezdecydowanych, tych którzy zawsze chcieli, ale jakoś boją się zrobić pierwszy krok. Tak naprawdę to o czym pisałam niedawno. Jak już blog ujrzał światło dzienne, stwierdziłam po prostu „najwyżej dziadkowie będą mieli co czytać”. Jednak z czasem zaczął się większy ruch i pytania: Skąd macie tyle urlopu? Jak na to wszystko znajdujecie czas? Co chwila jesteście gdzie indziej, jak to robicie? Skąd tyle wolnego czasu?

Norwegia: Filtvet Fyr

Podróżując zawsze stawiam sobie jakiś cel do zobaczenia czy odnalezienia, tym razem była to latarnia morska. Znaleźliśmy Filtvet Fyr i pomimo brzydkiej pogody zakochaliśmy się w tym miejscu. Wykorzystaliśmy to do świetnej wieczornej zabawy, zbierania muszelek, rzucania kamykami na plaży, itp.

Norwegia: Muzeum FRAM

Niedziele w Oslo z dzieciakami warto spędzić na półwyspie Bygdøy. To częściowo zabudowana jako dzielnica willowa, ale popularny przed wszystkim ze względu na swoje atrakcje turystyczne, do których należą: park królewski, zamek Oscarshall, Muzeum Łodzi Wikingów, muzeum morskie, muzeum ludowe i skansen, muzeum Kon-Tiki oraz muzeum statku polarnego Fram. To właśnie te dwa ostatnie budziły nasze największe zainteresowanie, ale tego dnia Zuza miała prawo głosu i zamiast muzeum Kon-Tiki z wystawą polinezyjskich ekspedycji Thora Heyerdahla (która mnie najbardziej interesowała), wybrała muzeum statku FRAM z wieloma wystawami wystawami opisującymi liczne wyprawy na tereny Arktyki i Antarktydy.

Norwegia: Oslo

Leżące nad pagórkowatym Oslofjordem Oslo to nastrasza ze skandynawskich stolic i jak chwalą się jej mieszkańcy, najbardziej słoneczna. Mimo, że jak na europejskie warunki nie jest duża, sprawia wrażenie tętniącej życiem metropolii. Jest najszybciej rozwijającą się stolicą w Europie. W ciągu ostatnich kilku lat ulegało znacznej zmianie z nowymi atrakcjami i niepowtarzalną panoramą wieżowców. Oslo stała się nowym ośrodkiem współczesnej architektury, w miejscu, w którym zabytki historyczne i nowoczesne projekty funkcjonują obok siebie.

Norwegia: Skjærhalden | Jak Norwegowie spędzają czas wolny?

Weekend i czas wolny to niezwykle ważny moment dla wszystkich Norwegów, bo to naród który nie usiedzi na miejscu. Cały czas są w ruchu. Żyją w mocnym rozproszeniu (jest tylko kilka dużych miast i to o niskiej zabudowie) i sami sobie organizują czas wolny. Pomimo tego, że bardzo często pada tam deszcz, wyznają zasadę , że nie ma złej pogody jest tylko źle dobrane ubranie. Jak oni to robią?

Norwegia: Spiralen w Drammen

Norwegia to kraj niezwykłych ciekawostek i przedziwnych jak na nasze realia reguł. Doskonale zorganizowany, przemyślany i udoskonalony. Najsłabiej zaludniony, po Islandii, kraj europejski. Ludność jest skupiona głównie w południowej części kraju, w regionie Oslofjord (który to właśnie tym razem odwiedzaliśmy) oraz na wybrzeżach. Norwegowie do perfekcji opanowali sztukę budowania tuneli. Nie tylko mają najdłuższe tunele na świecie, ale też te najdziwniejsze, jak SPIRALEN w Drammen. Tunel drogowy w kształcie 200 metrowego korkociągu, łączącego miasto ze szczytem wnoszącego się nad nim wulkanicznego wzgórza Bragernesåsen.

Londyn: weekendowy wypad

Pomysł na weekendowy wypad do Londynu powstał jak zwykle dzięki promocjom. Kilkanaście PLN za bilet tylko na weekend, czemu nie. Zwłaszcza, że nasi bliscy znajomi niedawno przeprowadzili się z Warszawy do Birmingham to narodził się szybki plan: wspólna sobota w Londynie, a wieczorem w pociąg i do Birmingham, w niedzielę wieczorny powrót do Warszawa. Niestety od początku wszystkie znaki wskazywały na to, żeby tam jednak nie jechać.

Gruzja: oWady i (nie)porady

Pomysł na Gruzję był nieco przypadkowy. W lutową Niedzielę spotkaliśmy się wspólnie z naszymi znajomymi, wspominanymi już na tym blogu Ciocią Myszą i Wujkiem Homikiem (samo H jest celowe w tym przypadku), żeby zarezerwować jakieś bilety na wspólny wyjazd. Wstępny plan zakładał okolice majówki i jakiś Amsterdam, albo gdzieś gdzie będzie ciepło. Po dłuższych dyskusjach i analizie bieżących cen, padło na 4 dni w  Gruzji w Wielkanoc (pod koniec marca).

Jak spakowć 2,5 latka tylko w bagaż podręczny?

Wybierając kolejne podróże i kupując bilety najczęście kieruję się promocjami lotnicznymi. Zdaż mi się upolować promocję naprawdę za kilkanaście złotych, ale jest kilka spraw do którego należy się przyzwyczaić w takiej sytuacji. Jedną z nich jest podróżowanie tylko z bagażem podręcznym,

Gruzja: Udabno, najlepsze co mogło nas spotkać

Wybierając się do Gruzji nasłuchaliśmy się i naczytaliśmy o gruzińskiej gościnności, ukochaniu do dzieci i wielkiej miłości do Polaków. Co zastaliśmy na miejscu, raczej obojętność. W knajpkach mniejszych czy większych, pomimo pysznego jedzenia, obsługa nie różniła się niczym od całej reszty świata. Na Zuzę nikt szczególnie nie zwracał uwagi w odróżnieniu do Włoch i Grecji. A fakt, że jesteśmy Polakami na nikim nie robił żadnego wrażenia. Wszystko do momentu, w którym trafiliśmy do Udabno.

Gruzja: przypadkowy offroad do Davit Gareji

Jesteśmy w Tbilisi, jest poranek dnia drugiego naszej gruzińskiej przygody i wciąż pada. Szukamy alternatywy, gdzie można pojechać, żeby znaleźć trochę słońca. Do głowy przychodzi mi polecany przez znajomego Davit Garaji. Google Maps mówi, że to jakieś 70 km i 2h drogi. Damy radę pojechać zobaczyć, coś zjeść po drodze i wrócić znaleźć nocleg w Mtskheta i nadrobić już drogi na powrót do Kutaisi. Problem w tym, że zamiast zajrzeć w przewodnik i upewnić się która droga jest odpowiednia na szybki i bezproblemowy dojazd do monastyru (droga przez Sagarejo), zaczynamy polegać na Google i wybieramy „najkrótszą” drogę przez Rustavi.

Gruzja: po drodze do Tbilisi – Gori|Uplistsikhe| Mtskheta

Powstał PLAN – Gruzja na koniec marca, lecimy z parą znajomych (Ciocia Mysza i Wujek Homik), przecież będzie ciepło, wiosennie, zielone góry itp. Plan idealny wylot w niedziele wielkanocną w nocy, dolatujemy do Kutaisi na poniedziałek wczesne rano, trasa krajowa do Tbilisi, po drodze Gori, jakieś skalne miasto i cieszymy się gruzińską gościnnością… jak zawsze nie wszystko wychodzi tak jak zaplanowane.

marcowa niedziela w Loutraki

Ostatni dzień z weekendowego wypadu do Aten mieliśmy spędzić poza miastem. Może zobaczyć Delfy, a może Mykeny, a Korynt… Do głosu znów doszły pragnienia Zazu, która od rana mówiła o tym, że chce koniecznie jechać nad morze. A przecież jest niedziela, świeci słońce, a za oknem ponad 20˚C. I tak całkiem przypadkiem trafiliśmy do Loutraki.

Ateny: Przylądek Sunion

Sunion to urokliwy przylądek u południowo-wschodnich wybrzeży Attyki, na którym znajdują się ruiny świątyni Posejdona. Wszystkie przewodniki rozpisują się na temat urokliwych zachodów słońca nad Morzem Egejskim, i właśnie to nas skłoniło, żeby prosto z samolotu przyjechać właśnie tu. Niestety, tego dnia nic nie szło po naszej myśli.

Ateny: zwiedzanie a dziecko

Ateny, jedno z najbardziej obleganych przez turystów miejsc na świecie. Pełne zabytków, małych uliczek, niezwykłej mieszanki kultur, klimatycznych tawern z pysznym jedzeniem i urokliwej aury miasta z wielką historią. Jak w tym wszystkim odnaleźć się z dwulatką?  Jak zwiedzać, z dzieckiem, tak oblegane atrakcje turystyczne jak Akropol?  Da się… =)

Porto: Pierwsze chwile

Porto to górzyste miasto usytuowane  nad  rzeką Douro i trzy najbardziej rozpoznawalne dzielnice Riberia, Baixa i Foz. To ta ostatnia stała się celem naszego pierwszego spaceru i pomimo opinii o luksusowych osiedlach z widokiem na piękny ocean, znajdujemy w niej liczne klimatyczne kamienice na malutkich uliczkach wraz z morską bryzą.

LaoTao: Okolice Phongsali

W najbliższej okolicy Phongsali warte uwagi są plantecje herbaty zlokalizowane jakieś 18 km na południowy zachód od miasta. Uprawy te są uważane za najstarsze w kraju (niektórzy twierdzę, że nawet na świecie), a niektóre rosnące tu drzewa herbaty dochodzą do 6m wysokości i mają podobno więcej niż 400 lat.

LaoTao: Phongsali

Położone na dalekiej laotanskiej północy i zdala od głównego turystycznego szlaku, między granicą z Wietnamem, a chińskim Yunnanem. To najchłodniejsze miejsce w tym kraju i zdecydowanie przesiąknięte wpływami swojego pólnocnego sąsiada.

LaoTao: Muang Sing

Niewielkie miasteczko leży w bliskiej odległości od granicy z Birmą i jeszcze bliżej z Chinami. Jest także jednym z punktów dostepu do obszaru chronionego Nam Ha. Ze względu na swoje usytuowanie okolice wokół miasta zamieszkane sa przez liczne mniejszości  etniczne, których obecność jest mocno zuważalna.

LaoTao: Chiang Khong (Thai) – Houay Xay (Lao)

O 13.00 mieliśmy autobus z Chiang Mai do Chiang Khong. Jo Jo, właściciel gust house („Chada’s house”) w którym mieszkaliśmy przez dwa dni, załatwił nam bilety i jeszcze tuk tuka który dowiózł nas na dworzec autobusowy. Autobus w miarę normalny z klimatyzacją.(350 batów). Jak na Tajlandię bardzo mało turystów: my, Christine z San Francisco, Jhonny z Irlandii i dwóch francuzów – Arthur i Thomas. Autobus dociera do miasteczka na granicy na 21. Na przystanku jedna pani oferuje nam korzystne ceny, takie same jak mielimy u Jo Jo w Chiang Mai.

LaoTao: Skuterem po okolicy Chiang Mai

Kolejny dzień w Chiang Mai. Plan był taki żeby wstać o 6 rano i wsiąść na skutery, niestety nie daliśmy rady. Zebraliśmy się gotowi o 10 przed naszym hostelem gdzie nasz pan hostelarz, który nam wszystko pomagał załatwić, czekał na nas z dwoma skuterami. Dodam, że żadne z nas nigdy wcześniej nie miało do czynienia ze skuterami ani motorami. Niestety początki nie były takie proste zwłaszcza pod czujnym okiem 5 tajów.

LaoTao: Chiang Mai

Niepisana stolica dalekiej tajskiej Północy, i wcale nie jest takim małym, jak mogłoby się niektórym wydawać, górskim miastem. Tutejsze góry nie leżą tak blisko, by rzucać cień na centrum miasta, ale klimatycznie pojawiają się na horyzoncie w oddali, jednak, aby do nich dotrzeć, trzeba wybrać się na skuterową wycieczkę. Zdecydowanie najlepsze z miejsc jak do tej pory. Nawet spora liczba turystów, między licznymi świątyniami i klimatycznymi uliczkami, gdzieś niknie.

LaoTao: Ayutthaya

Losy tego miasta są nie nieoderwaną częścią historii Tajlandii. To tu znajdowało się centrum królestwa, które od XIV w. ekspansywnie się rozwijało, wchłaniając terytoria takich potęg regionu, jak choćby imperium Khmerów. Dziś po tym majestacie pozostało wiele ruin i budowli wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.