
Powstał PLAN – Gruzja na koniec marca, lecimy z parą znajomych (Ciocia Mysza i Wujek Homik), przecież będzie ciepło, wiosennie, zielone góry itp. Plan idealny wylot w niedziele wielkanocną w nocy, dolatujemy do Kutaisi na poniedziałek wczesne rano, trasa krajowa do Tbilisi, po drodze Gori, jakieś skalne miasto i cieszymy się gruzińską gościnnością… jak zawsze nie wszystko wychodzi tak jak zaplanowane.

























































Jest zimno, pada deszcz i wszyscy są ospali. Taka pogoda tym bardziej podkręca obraz zapomnianego kraju. Co rusz wyrastają nam przed oczami rozpadające się blokowiska i kontrastujące do nich nowoczesne posterunki policji wyciągnięte wprost z amerykańskiego Miami.
Po drodze z Kutaisi zahaczamy o Gori (miasto rodzinne Stalina) i Uplistsikhe (skalne osada w okolicy Gori), niestety jest poniedziałek 9 rano i jeszcze wszystko jest pozamykane, więc nici ze zwiedzania a przede wszystkim ze śniadania.
Tuż przed Tbilisi do zobaczenia jest jeszcze Mtskheta (my zajrzeliśmy tu w drodze powrotnej), jedno z najstarszych miast w Gruzji, była stolica wpisana na listę dziedzictwa UNESCO, do dziś siedziba kościoła prawosławnego.
Teraz należy sobie postawić pytanie, jakim typem turysty-podróżnika jesteś? Bo jeśli lubisz zabytki i piękne widoki, to lepiej wybrać się do Gruzji w porze letniej, jak funkcjonuje sezon turystyczny, jak słońce ciepło świeci i wszystko jest otwarte. Ja za to, z całym szacunkiem do innych, nie przepadam za ciągłym zwiedzaniem zabytków, bardziej kręci mnie turystyka spacerowo-jedzeniowa, tak żeby poczuć klimat, podejrzeć normalne życie, ale też uciec od tłumów turystów. Dlatego Tbilisi w marcu nie jest takie straszne. Owszem stare miasto nie wygląda tak kolorowo, jak na zdjęciach z Internetu, nie ma sensu przejażdżka kolejką linową, bo mgła i nic nie widać, ALE za to jest pyszne jedzenie… cudne khachapuri, lobiani, khinkali, kharcho, pyszne żeberka i sosy mięsne na wiele sposobów. Przez pogodę błąkaliśmy się po knajpkach, ale zdecydowanie jeszcze tam wrócimy.


Pingback: Gruzja: oWady i (nie)porady | owadybezo