Wszystkie posty otagowane: familytravel

oWady o Indiach słów kilka

Sierpniówka. Kolejna okazja do wykorzystania na urlop. Padł pomysł na Bawarię pod namiotem. Rok wcześniej byliśmy w Szwecji pod namiotem, więc chcieliśmy powtórzyć scenariusz, ale w nieco bardziej górskich warunkach. Pech, albo niektórzy stwierdzą, że szczęście, chciał, że tydzień przed wyjazdem okazało się, że jedno z nas, w tym czasie,  musi biznesowo pojechać do Indii. Generalnie wyjazd na 2 dni, kilka spraw w okolicach Agry i wracam. Pomyślałam sobie: „ale jak to? Przecież miał być rodzinny urlop? W tym roku ciężko nam było pojechać gdzieś wszyscy razem. Wszystko zaplanowane, a tu znów praca nam wchodzi w drogę.” Z drugiej strony przecież Agra to Taj Mahal, można zaliczyć kolejny cud świata, no i w Indiach jeszcze nie byliśmy. Zaczęło się kombinowanie, sprawdzanie biletów, hoteli, załatwianie wizy i okazało się, że można w kilka dni załatwić wyjazd 3 osobowej rodziny na tydzień do Indii.

San Blas, raj prawie nieznany

Wyobraźcie sobie turkusowy tropikalny archipelag z wyspą na każdy dzień w roku. Z białym piaskiem i falującymi palmami, te karaibskie wyspy oszukują nikłą wersję raju. Teren ten jest domem dla Kuny, pierwszej autonomicznej grupy w Ameryce łacińskiej. Chociaż mają kontakt z Europejczykami, odkąd Kolumb przepłynął ich wody w 1502, tożsamość klanu jest najważniejsza, a wielu czyni nieustające wysiłki na rzecz zachowania tradycyjnego sposobu życia. W 2009 roku droga do przystani w Cartí została wybudowana, dzięki czemu region stał się bardziej dostępny niż kiedykolwiek wcześniej i otworzył się na turystów.

Jak zoorganizować wyjazd?

Marzy Wam się daleka podróż, na własną rękę, do miejsc o których zawsze marzyliście, ale organizacja, koszty i strach przed nieznanym przerażają i podcinają Wam skrzydła? Na początek wystarczy planowanie podróży rozłożyć na etapy i dać sobie chwilę na organizację. A po kilku wyjazdach wejdzie Wam to w krew, że czasami dacie radę ogarnąć się ze wszystkim nawet w 2 dni.

Angkor to nie tylko Angkor Wat, czyli jak realizować marzenia z dzieckiem

Angkor od zawsze był na czele mojej listy marzeń, tzw. „bucket list”, czyli miejsc do zobaczenia, rzeczy do zrobienia i spróbowania. Od zawsze uwielbiałam też wszelkie historie Indiany Jones’a i od małego chciałam przeżywać podobne przygody i odkrywać na własną rękę ukryte świątynie, państwa i światy. Wiadomo, że nie żyjemy już na przełomie XIX i XX wieku, kiedy wiele zakamarków Świata czekało, żeby je odkryć. To właśnie wtedy francuski przyrodnik Henri Mauhot odkrył przed Europą ruiny państwa Angkoru i choć w okresie panowania Czerwonych Khmerów wiele świątyń zostało ograbionych, zaniedbanych i zniszczonych, nadal zdumiewają i przytłaczają wielkością i niezwykłą aurą.

Siem Reap, czyli jak nie dać się zwariować

Siem Reap nieodłącznie związane jest ze świątyniami Angkoru, bo to dzięki świetności całego kompleksu pozostałości po państwie Khmerów i przede wszystkim samemu Angkor Wat, to miasto się rozwinęło. Wszystkie przewodniki i blogi rozpisują się o piękności i konieczność zobaczenia wschodu słońca nad Angkor Wat. Problem jak to zrobić, przecież wstać o 4 rano (jak ja jestem wielkim śpiochem), w ciemności pędzić tuk tukiem do kasy po bilety (które od tego roku nie są sprzedawana w tym samym miejscu co brama do kompleksu), później szybciutko ustawić się w najlepszej miejscówce do zdjęcia, a na koniec w piekącym słońcu z całym tłumem ludzi zwiedzać zakamarki świątyni, i to wszystko z małym dzieckiem w boku. My postawiliśmy na nieco inne rozwiązanie, co okazało się planem doskonałym i zobaczyliśmy Angkor Wat 2 razy.

Bangkok: miłość od drugiego odwiedzenia

Bangkok za pierwszym razem odpycha, jest brzydki i odstrasza. Miasto jak jeden wielki stragan, gdzie każda uliczka jest oddzielnym działem handlowym. Wilgotność powietrza sięga nawet 90%, a temperatura potrafi dać w kość nawet o 6 rano. Początkowo przytłaczające i męczące, po czasie powraca się myślami z uśmiechem na twarzy i chęcią powrotu. Dzielnica hinduska, Chinatown, Khao San skupiająca turystów, liczne kanały i przede wszystkim targi. W Bangkoku jest jednak coś ciekawego, coś takiego, że  po powrocie znów myśli się o tym żeby tam wrócić. Ten zlepek kulturowy i ten cały bałagan na ulicach, które na początku mi przeszkadzały, teraz są czymś za czym tęsknię i chciałabym to pokazać moim znajomym.

pierwsze kroki do egzotycznej podróży

Stało się, przyszedł Wrzesień, a z nim koniec wakacji i rok szkolny, oczekiwane jesienne ochłodzenie i ten czas kiedy wszyscy dookoła są już po urlopach, a my dopiero przed nim. Jesień to dopiero początek urlopowego czasu dla tych którzy kochają egzotyczne wakacje, to końcówka pory deszczowej w strefie monsunowej, ale też jeszcze nie szczyt sezonu, z tłumami turystów i wysokimi cenami, który następuje dopiero w Grudniu. Tak moi drodzy my wielkimi krokami zbliżamy się do tegorocznej egzotycznej przygody, a wraz z tym oczekiwaniem chciałabym Wam krok po kroku pokazać jak się przygotować na coś takiego, jak w ogóle wybrać kierunek, upolować korzystne bilety i załatwić wszystkie formalności, jak się spakować na 2-3 tygodnie z plecakiem, ale przede wszystkim trzeba postawić pierwszy krok… czyli od czego zacząć?

Kazimierz czy Narnia?

Długi sierpniowy weekend mieliśmy rozplanowany nieco inaczej niż zazwyczaj. Na sobotę dostaliśmy zaproszenie na ślub naszych znajomych w Lublinie. Nie można było odmówić. No, ale impreza jest w sobotę, a co zrobimy w Niedzielę i w Poniedziałek. Trzeba było znaleźć jakieś fajne miejsce nie daleko, które nie będzie wymagało zbyt wiele planowania i wysiłku. Obdzwoniłam wszystkie fajniejsze agroturystyki i siedliska na Lubelszczyźnie. Nic, wszędzie pełno. Wpadł mi do głowy Kazimierz Dolny, który od czasów szkolnych kojarzył mi się tylko z wąwozami porośniętymi dookoła drzewami. Infrastruktura hotelowa jest bardzo duża, bo to popularne miejsce, więc o jakikolwiek nocleg nie było problemu, choć nie trafiliśmy gdziekolwiek. Trafiliśmy na Hotel Król Kazimierz, który okazał się idealnym miejscem do leniwej niedzieli w basenie, który świetnie nas przygotował na wieczorne i poniedziałkowe spacery po mieście i okolicznych wąwozach, gdzie poczuliśmy się jak w prywatnej Narnii.

Jak znajdujemy czas na to wszystko?

Gdy wpadł mi pomysł na bloga to pojawiła się myśl o tym, żeby wszystko to czego doświadczamy było zebrane, właśnie tu, w jednym miejscu, dostępne zaraz pod ręką. Żeby to nie były jakieś zdjęcia przechowywane na pendrivach i notatniki, z informacjami o różnych fajnych miejscach, porozrzucane gdzieś po kątach. Z czasem jak zaczęłam go tworzyć od podstaw, narodziła się myśl o misji przekonania tych niezdecydowanych, tych którzy zawsze chcieli, ale jakoś boją się zrobić pierwszy krok. Tak naprawdę to o czym pisałam niedawno. Jak już blog ujrzał światło dzienne, stwierdziłam po prostu „najwyżej dziadkowie będą mieli co czytać”. Jednak z czasem zaczął się większy ruch i pytania: Skąd macie tyle urlopu? Jak na to wszystko znajdujecie czas? Co chwila jesteście gdzie indziej, jak to robicie? Skąd tyle wolnego czasu?

Norwegia: Filtvet Fyr

Podróżując zawsze stawiam sobie jakiś cel do zobaczenia czy odnalezienia, tym razem była to latarnia morska. Znaleźliśmy Filtvet Fyr i pomimo brzydkiej pogody zakochaliśmy się w tym miejscu. Wykorzystaliśmy to do świetnej wieczornej zabawy, zbierania muszelek, rzucania kamykami na plaży, itp.

Norwegia: Muzeum FRAM

Niedziele w Oslo z dzieciakami warto spędzić na półwyspie Bygdøy. To częściowo zabudowana jako dzielnica willowa, ale popularny przed wszystkim ze względu na swoje atrakcje turystyczne, do których należą: park królewski, zamek Oscarshall, Muzeum Łodzi Wikingów, muzeum morskie, muzeum ludowe i skansen, muzeum Kon-Tiki oraz muzeum statku polarnego Fram. To właśnie te dwa ostatnie budziły nasze największe zainteresowanie, ale tego dnia Zuza miała prawo głosu i zamiast muzeum Kon-Tiki z wystawą polinezyjskich ekspedycji Thora Heyerdahla (która mnie najbardziej interesowała), wybrała muzeum statku FRAM z wieloma wystawami wystawami opisującymi liczne wyprawy na tereny Arktyki i Antarktydy.

Norwegia: Oslo

Leżące nad pagórkowatym Oslofjordem Oslo to nastrasza ze skandynawskich stolic i jak chwalą się jej mieszkańcy, najbardziej słoneczna. Mimo, że jak na europejskie warunki nie jest duża, sprawia wrażenie tętniącej życiem metropolii. Jest najszybciej rozwijającą się stolicą w Europie. W ciągu ostatnich kilku lat ulegało znacznej zmianie z nowymi atrakcjami i niepowtarzalną panoramą wieżowców. Oslo stała się nowym ośrodkiem współczesnej architektury, w miejscu, w którym zabytki historyczne i nowoczesne projekty funkcjonują obok siebie.

Norwegia: Skjærhalden | Jak Norwegowie spędzają czas wolny?

Weekend i czas wolny to niezwykle ważny moment dla wszystkich Norwegów, bo to naród który nie usiedzi na miejscu. Cały czas są w ruchu. Żyją w mocnym rozproszeniu (jest tylko kilka dużych miast i to o niskiej zabudowie) i sami sobie organizują czas wolny. Pomimo tego, że bardzo często pada tam deszcz, wyznają zasadę , że nie ma złej pogody jest tylko źle dobrane ubranie. Jak oni to robią?

Dlaczego podróżujemy z dzieckiem?

Jeśli kocha się podróżowanie tak jak ja, to ciężko siedzieć w domu, dlatego, że zdecydowaliśmy się mieć dziecko. Powszechne myślenie w moim otoczeniu jest takie: gdy pojawia się dziecko, to koniec z wyjazdami, spontanicznymi pomysłami, koniec ze spotykaniem się ze znajomymi bez dzieci, koniec z wolnością. Będziecie ciągle zmęczeni i niewyspani, zarobieni praniem, sprzątaniem, gotowaniem i odechce wam się wszystkiego. A już na pewno wyjazdów. Może jednak nie?

Londyn: weekendowy wypad

Pomysł na weekendowy wypad do Londynu powstał jak zwykle dzięki promocjom. Kilkanaście PLN za bilet tylko na weekend, czemu nie. Zwłaszcza, że nasi bliscy znajomi niedawno przeprowadzili się z Warszawy do Birmingham to narodził się szybki plan: wspólna sobota w Londynie, a wieczorem w pociąg i do Birmingham, w niedzielę wieczorny powrót do Warszawa. Niestety od początku wszystkie znaki wskazywały na to, żeby tam jednak nie jechać.

Ateny: Przylądek Sunion

Sunion to urokliwy przylądek u południowo-wschodnich wybrzeży Attyki, na którym znajdują się ruiny świątyni Posejdona. Wszystkie przewodniki rozpisują się na temat urokliwych zachodów słońca nad Morzem Egejskim, i właśnie to nas skłoniło, żeby prosto z samolotu przyjechać właśnie tu. Niestety, tego dnia nic nie szło po naszej myśli.