
Jadąc do Los Angeles każdy ma jakieś wyobrażenia. Bo to przecież drugie co do wielkości miasto w Stanach i zaraz po Nowym Jorku najbardziej rozpoznawalne. Dodatkowo ostatnio wyidealizowane przez „La La Land”. Choć przemieszczając się po nim odnosi się wrażenie, że to pierwsza scena z filmu (korek na betonowej autostradzie) jest najbliższa rzeczywistości, to jednak jest kilka miejsc, które jakoś zapadają w pamięć.
Union Station








Uważany za ostatni budynek kolejowy wybudowany za czasów rozkwitu kolei. Dziś jest ważnym węzłem komunikacyjnym zarówno dla turystów jak i miejscowych, podróżujących do i z pracy. Te połączenie art-deco z hiszpańsko-kolonialnym stylem z pewnością wyróżnia się na tle okolicznych drapaczy chmur w Downtown. Jest miejscem gdzie kręcono wiele filmów z fabryki snów, bo z pewnością jest to miejsce oryginalne.
Walk of Fame
To miejsce to chyba zdecydowany dowód na to co potrafi zdziałać wyobraźnia podsycana przez sprytne myki magii kina. W każdym przewodniku to miejsce wymieniane jest na szczycie listy „do zobaczenia’, bo można spotkać tu jakąś gwiazdę. Gwiazdy owszem są, ale te z terakoty poukładane po obu stronach Hollywood Boulevard, a obok nich śpiący bezdomni.

Nawet te miejsce powiązane z tak prestiżowym wydarzeniem jak Gala Oscarowa, czyli Dolby Theatre, to po prostu zwykłe centrum handlowe.


Miejsca to przereklamowane tak bardzo, że mało kto jeszcze pamięta, że największy symbol Miasta Aniołów, czyli znak „HOLLYWOOD” jest właśnie największą reklamą, bo powstał, w latach 20-stych, na potrzeby wypromowania osiedla „Hollywoodland”.





Griffith Park
Gwiazdy lepiej jest pooglądać w Obserwatorium Astronomicznym, i choć Griffith Park słynie z dobrego widoku na wspomnianym wyżej znak Hollywood i doskonałej panoramy miasta, to jednak warto zajrzeć do środka i poszperać w wystawach obserwatorium lub załapać się na wieczorny pokaz planetarny i otwieranie teleskopu.


























My próbowaliśmy dostać się do obserwatorium 2 razy. Niestety weekend świąteczny nie sprzyja łatwej dostępności tego typu miejsc, ale i tak wjazd na górę, przyjemny odpoczynek na trawnikach czy obserwowanie miasta wynagradzają kilka chwil spędzonych w korku.
Poszwendać się po mieście
















[]
Warto zjechać z wszechobecnych autostrad i pokręcić się po uliczkach i wzgórzach. Jest to bardzo różnorodne miasto, które momentami potrafi zaskoczyć. Słynna, przez film Lyncha, Mulholland Drive nie przeraża, a wręcz urzeka malowniczymi krajobrazami i ilością zakrętów. W Downtown warto zamieszać w weekend bo jest totalnie puste i odkorkowane, a Los Feliz przenosi bardziej na południe w jakieś latynoskie miasta.
El Pueblo de Los Angeles









Miejsce od którego miasto wzięło swój początek podczas hiszpańskiej kolonizacji. Dziś to niezwykle kolorowe miejsce spotkań. My trafiamy tu akurat w wielkanocne popołudnie kiedy to Latynosi dość hucznie świętują. Dodaje to przyjemnego charakteru temu miejscu i zaraz po przekroczeniu skrzyżowania przenosi do Ameryki Łacińskiej. Nawet Zazu udzieliła się atmosfera świętowania.
Venice Beach





















Kolebka artystów, wrotkarzy, rowerzystów, skatebordzistów, muzyków, żonglerów, wróżbitów i wszelkiej maści ekscentrycznych mówców. Miejsce tak hipsterskie, że bardziej się nie da, i nic dziwnego, że myśląc o Los Angeles chciałam przyjechać właśnie tu.
A na koniec zapraszamy na nasz kanał na YouTube po filmy z wyjazdu.


Świetny tekst i zdjęcia pełne radości 😉czytamy w Ostrołęce, czytamy ☺️ pozdrawiam
Pingback: San Francisco | owadybezo
Pingback: Jak zaplanować wolne w 2019? | owadybezo